|
amelanchier Nie dla hien! Czy na pogrzebie można się śmiać? Ależ oczywiście… Grabarze zakopują dół z trumną, już tworzy się piękny kopczyk wilgotnej ziemi. Grabarze jednak uznawszy, że kopczyk jest nie dość piękny postanowili łopatami łagodnie wygładzić i nadać kupce miły dla oka kształt. Wszystko dość zwyczajnie jak na pogrzeb, do momentu kiedy odezwała się wdowa, która delikatnie chwytając jednego z grabarzy za ramię rzekła : „proszę się nie trudzić, my go i tak odkopiemy. „. Tak, to się wydarzyło w mojej rodzinie parę lat temu i oczywiście, to ja byłem osobą, która nie mogła się powstrzymać od spazmatycznego śmiechu. No cóż zwalmy to na radzenie sobie z bólem. A pomyślałem sobie o tym na pogrzebie, na którym dzisiaj byłem. Tym razem nie było mi do śmiechu ale absurdalna myśl w trakcie przyszła mi do głowy. Kiedy tak stałem wycierając w chusteczkę wszystko, co mi z twarzy wyciekało, kątem oka zauważyłem ową wdowę, która jest żoną brata mojej babci. I jedno sobie pomyślałem, niebezpieczeństwo pomysłu rychłego odkopywania zwłok. I choć smutno było czułem zagrożenie jakie stanowiła ta kobieta, która małymi, ale zawsze, krokami zbliżała się do grobu. A co ja bym zrobił? Chyba bym się na nią rzucił i znokautował. Na szczęście moje i innych zgromadzonych, trumna była spuszczana do grobowca co wykluczało kopanie w ziemi, więc o rzekomym odkopywaniu tez nie było mowy. Ufff… Nie dla hien! 2006-11-14 21:50:23 skomentuj (2) Zu, hilfe! Zu hilfe! Zu hilfe! - Zamknij się Czy naprawdę proszenie o pomoc może być aż tak skomplikowane? Chyba jednak tak… No cóż miałem napisać więcej ale zwyczajnie brak mi słów… Myślę ze Sterszczę się do tego: Radź se sam! 2006-11-12 08:44:30 skomentuj (0) massssakra Masakra? Gdzie? Kiedy? Który wers? Notka która? Dzisiaj osiągnąłem coś niesamowitego, choć nikt o tym nie marzy, lub prościej bo bywam niezrozumiany,nikt tego nie chce. Mianowicie sięgnąłem dna. Dlaczego? Aaa, to już długa historia i na pewno nie blogowa. Dno dnem ale szczęscie takie, ze to z tych den, od których można się odbić. No cóż mogłem się pocieszyć wszelakimi sposobami wymieniać można bez końca, a tu proszę. Dostałem zlecenie (prywatne) na napisanie rozprawki o obciąganiu. I jakże, uczyniłem to jako, że nie chwaląc się mam pewną wprawę w tym zakresie, a czy doświadczenie to zdobyłem obciagając czy też odwrotnie to już pozostawiam wyobraźni czytelnika. Cudo owo zajęło mi 2 strony A4 wordowska 12. I to nie wszystko! Jutro dzieło to pojedzie do Anglii, ale w jakim celu i dlaczego to już zostawiam czytającemu, i tak na prawdę ciekaw jestem pomysłów. Oczywiscie ktoś mógłby powiedzieć 2 strony o obciąganiu? Tylko??? Tu oczywiście się zgodzę ale po ziemi czasem stąpam (no bteraz częściej jako że blisko mam dna) to zwyczajnie nie miałem czasu ani samozaparcia zeby wszystko co mi przyszło do głowy umieścić na papierze, bo nie oszukujmy się powstałoby opasłe tomiszcze... Co do dna... Czy kiedykowliek twoje zycie było zagrożone przez bociana? Hmm jezeli nie to do czasu. powiem jedno to przebiegłe stworzenia które tylko w elementarzach wydają się być milusie. Bo nikt nie umieścił nawet małym drukiem z odnosnikiem do tekstu, że czasami rzucają się na przednią szybę samochodu... 2006-11-06 22:01:07 skomentuj (1) Stasiu, staszek „Nie wiem, co robić. Żebym chociaż mógł powiedzieć „źle ze mną”, nie byłoby najgorzej. Nie mogę też rzec „źle z nami”, bo tylko częściowo mogę mówić o własnej osobie, aczkolwiek nadal jestem Ijonem Tichym. Od dawna mam zwyczaj głośnego mówienia przy goleniu, a teraz musiałem z tego zrezygnować, bo lewe oko przeszkadzało mi złośliwym podmrugiwaniem. (…) Stukam na maszynie prawą ręką. Lewą musiałem przywiązać do poręczy fotela, bo była przeciwna. Wyrywała papier z maszyny, nie dała się udobruchać żadnymi argumentami, a przy krępowaniu podbiła mi oko. (…) Prawą ręką zawiaduje lewa półkula mózgu. Dlatego powiedziałem, że piszę to tylko częściowo. Prawa półkula ma coś przeciw temu, skoro przeszkadza. Nie mogę powiedzieć, że ja – to tylko moja lewa półkula. Muszę iść z drugą na kompromisy, toż nie będę siedział wiecznie z uwiązaną ręką. Próbowałem ją ugłaskać różnymi sposobami, ale na próżno. Jest po prostu niemożliwa. Agresywna, wulgarna i arogancka. (…) Nie wiem jaki był tego początek, bo musiałem go zapamiętać przeważnie w prawej połowie mózgu, a mając do niej odcięty dostęp, nie mogę zebrać myśli. Wnoszę to stąd, że nie pamiętam masy rzeczy i żeby się choć po trochu o nich dowiadywać, muszę lewej ręce dawać prawą takie znaki na migi, jakie należą do języka głuchoniemych, ale ona nie zawsze chce odpowiadać. Pokazuje na przykład figę, a to jest jeszcze najgrzeczniejszy wyraz jej domniemanego zdania. Trudno, żebym nie tylko gestykulacją brał jedną ręką na spytki drugą, ale przyłożył jej dla pokazania sprzeciwu. Nie będę tu niczego owijał w bawełnę. Może dałbym wreszcie łupnia własnej kończynie, lecz sęk w tym, że tylko prawa ręka jest silniejsza od lewej. Nogi są pod tym względem jednakowe, a co gorsza, na małym palcu prawej mam zastarzały nagniotek a lewa o tym wie. Kiedy w autobusie zaszedł skandal i wcisnąłem lewą rękę przemocą do kieszeni, z zemsty jej noga tak nadepnęła na odcisk, że gwiazdy ujrzałem. Nie wiem, czy to efekt spadku inteligencji, wywołany moją połowicznością, ale widzę, że piszę jakieś głupstwa. Noga lewej ręki to po prostu lewa noga; są chwile, kiedy moje nieszczęsne ciało rozpada się na dwa wrogie obozy. Musiałem przerwać to pisanie, bo usiłowałem się kopnąć. To znaczy lewa noga prawą stopę, a więc nie siebie chciałem kopnąć, i nie ja, czy też nie ze wszystkim ja, ale gramatyka nie jest po prostu przystosowana do takich sytuacji.” 2006-04-15 00:01:02 skomentuj (0) bezwarunkowe... 6:00 rano. Mosty, wiadukty, akwedukty, pomosty. Zawrót głowy. Nieład w notatkach, koniecznie w nie swoich notatkach. Ostatni papieros i do roboty. 2004-09-21 07:09:29 skomentuj (0) ... …and dreaming suddenly of the breasts that nursed her, her young body fought, pumping and pumping against me, she so soft, and my own form hard as a statue, my milkless nipples enshrined in marble, no comfort. Let her see her mother, dead, gone and now waiting. Let me glimpse through her dying eyes the light through which she sped towards this certain salvation. Then I forgot about you. I would not be robbed. I slowed the drinking, I let her sigh, I let her lungs fill with the cold river air, her mother drawing closer and closer so that death now was as safe for her as the womb, I took every drop from her that she could give. She hung dead against me, us one I'd rescued, one I would help from the bridge, some weakened, sickened, drunken girl. I slid my hand into her body, breaking the flesh so easily even with these delicate fingers, and I closed my fingers around her heart and brought it to my lips and sucked it, my head tucked down by her face, sucked the heart like fruit, until no blood was left in any fiber or chamber, and then slowly - perhaps for your benefit -I lifted her and let her fall down into the water she had so desired. Now there would be no struggle as her lungs filled with the river. 2004-09-16 21:30:18 skomentuj (0) Horrory vs. Świetlica wiejska No po długiej przerwie to znowu ja. Nie żebym gdzieś wyjechał bynajmniej… delektowałem się projektowaniem wiejskiej świetlicy, powiedzmy, że na zlecenie mojej rodzicielki. Jak zwykle w przerwach pomiędzy stawianiem wymiarów i ścian, oglądałem przeróżne horrory, które stały się moją słabością już sam nie wiem kiedy ani dlaczego, zwłaszcza te klasy C. Podczas tego gwałtu na Xmuzie dokonałem niesamowitego odkrycia. Mianowicie w końcu udało mi się zdobyć film pana Dario Argento „Suspiria”. No słodka rewelacja! Pomimo, iż jest to film z lat 70tych (nie przepadam za filmami z tych lat) jest, na czym oko zawiesić. Dużo krwi, masakra jak się patrzy no i co najważniejsze interesująca historia opowiedziana w bardzo intrygujący sposób. Już na samym początku możemy być świadkami jak kratownica z bardzo finezyjnego świetlika w suficie przebija na wylot bogu ducha winna dziewoję. No początek i już ślinka cieknie….aż się chce oglądać. Były też inne horrory, które większość ludzi o zdrowych zmysłach nazwałoby lekkimi pomyłkami, ale ja się tylko delektowałem. Teraz siedzę z bolącym uchem (bo znowu mam to kurewskie zapalenie, tak to jest, jak w wieku 10 lat wystawiało się głowę przez okno rozpędzonego pociągu tylko po to, by sprawdzić czy semafor odrąbie ci głowę czy tylko ją pokaleczy, no cóż głowę mam dalej na swoim miejscu, a pokaleczyć też się nie pokaleczyłem. Nabawiłem się za to tak paskudnej infekcji, że pokutuję do dzisiaj) dalej oglądam horrory, których mi cudownie przybywa, a nudzę się niemiłosiernie! Niesamowite jest to ile oni naprodukowali tych horrorów o trupach, tych żyjących trupach rzecz jasna. Najpierw szlagier trylogia pana Romero Noc, Świt i Dzień żywych trupów, no to jeszcze miało formę filmu ambitnego, wiecie takiego, co to do czegoś zmierza. A reszta to tylko cudowna słodzizna tandety, ale też warta zobaczenia . Najbliższy memu sercu jest film „Powrót żywych trupów” jest tego aż 3 części. Drugą to jeszcze pamiętam z dzieciństwa, wtedy przez to spać nie mogłem. Ale ostatnio odświeżyłem sobie pierwszą część, powiadam wam cudo na szklanym ekranie! Zwłaszcza koniec gdzie trzeba zwrócić uwagę na efekty dźwiękowe, ale tego już opowiedzieć się nie da. Powracam do moich horrorów i świetlicy! Po jakimś czasie poprawka: Pwrotu żywych trupów jest i część 4... Tak w ramach sprostowania.... 2004-08-18 22:45:19 skomentuj (1) Christine Dzisiaj postanowiłem pojeździć samochodem oczywiście o mało nie spowodowałem kilku wypadków i za każdym razem przez papierosa. Raz zapalając peta na zakręcie oczywiście nie zauważyłem nadjeżdżającego samochodu, sytuacja uratowana bo przez otwarte okno usłyszałem --Co robisz chuju?!?-- orientując się, że to do mnie wróciłem na swoją połówkę jezdni. Drugi raz wyrzucając tegoż samego papierosa. Pomyślałem, że jak wyrzucę go tuż koło lusterka to wiatr może wdmuchnąć go z powrotem do samochodu, więc inteligentnie wykręciłem rękę za siebie dotykając okna tuż za moją głową i oczywiście straciłem panowanie nad samochodem, sytuacja uratowana przez adrenalinę, bo się kurwa przestraszyłem. Trzeci natomiast przypadek to, kiedy już następny papieros spadł mi dokładnie między nogi w tak zwane krocze. No tu uratowało mnie pobocze bez żadnego drzewa, człowieka czy rowu. Nic dziwnego iż powiadają, że ten nałóg zabija. Moim zdaniem na opakowaniach papierosów powinno być inne ostrzeżenie, no przynajmniej dla mnie. 2004-07-08 19:59:34 skomentuj (3) Sezon na lisy Lis – zwyczajny lis, powiedzmy taki rudy z puszystą kitą Dobra Kobieta Z Kosiarką Na Ramieniu – po prostu dobra kobieta Kot – o dźwięcznym imieniu Wasza Puszystość Słoneczny dzień, ptaki śpiewają i takie temu podobne. Dobra Kobieta Z Kosiarką Na Ramieniu plewi w swoim małym ogródku prawdopodobnie rozmyślając o tych chwastach, które właśnie wyrywa. Jaka ona szczęśliwa, ale - co to? – mruczy pod nosem Kobieta Z Kosiarką Na Ramieniu. Odwraca głowę i widzi swojego Kota o dźwięcznym imieniu, który stoi naprzeciw takiego rudego z puszystą kitą Lisa. Dwa zwierzaki mierzą się wzrokiem, nieruchome jak dwie rzeźby z kiepskiej galerii. Dobra Kobieta Z tą przeklętą Kosiarką Na Ramieniu także zastyga w bezruchu, chyba się boi, nie wiem może lubi tego Kota? - psssschhhhhhhh - brutalnie przerywa ten bezruch Wasza Puszystość, a Lis na to – ghhrrrrrrrrrrrrrr - Kot nie mógł znieść takiej zniewagi, to był impuls, rzucił się Lisowi do gardła. Niestety. Lis silniejszy i jak to mówią sprytny czy tam chytry, nieważne, a ważne jest to, że ubiegł Kota i pierwszy wgryzł się w jego gardziel. Polała się krew. Dobra Kobieta Z Kosiarką Na Ramieniu postanowiła działać, wprawiła w ruch żyłkę Kosiarki zamaszystym ruchem i wymachując nią próbowała odstraszyć lisa. Lis jedyne, co zrobił to wypuścił ze szczęk kota, który natychmiast uciekł w stronę lasu, i z zaciekawieniem spojrzał na tą szaloną z Kosiarką. Pomyślał – grrrrrrrrrrr – i rzucił się na zdesperowaną Kobietę. Dobra Kobieta z włączoną Kosiarką Na Ramieniu nie wiedziała już, co robić biec za krwawiącym kotem, który właśnie wspina się na najwyższe drzewo w lesie, czy uciekać przed zaślinionym Lisem. Kiedy stwierdziła, że w obu przypadkach będzie biegła, bezzwłocznie zaczęła wykonywać tą czynność. Obrazek prosto z kreskówki, ciemny horyzont na cały ekran i trzy postacie jako małe czarne kształty pomykające wzdłuż skradającym się krokiem. Dobra Kobieta dobiegła do drzewa i zaczęła się wspinać próbując złapać przerażonego Kota, tym samym unikając bolesnych ukąszeń Lisa, a robiła to wszystko z Kosiarką Na Ramieniu. Łapiąc Kota zorientowała się, że Kosiarka jest w rzeczy samej ciężka, a kiedy stało się to jasne gruchnęła o ziemię. Kot uciekł do domu. Widząc to Dobra Kobieta pomimo obrażeń, bezzwłocznie podniosła się dalej próbując ratować Kota, już nie myślała o Lisie, który z uporem maniaka, gonił Kota i ją, a gonił ich aż do samych drzwi. Dobra Kobieta Z Kosiarką Na Ramieniu zatrzasnęła za sobą drzwi i zobaczyła jak Lis przykleja się swoim wilgotnym noskiem do szyby. Lis – nie żyje, taka mała obława zorganizowana przez miejscowego szeryfa (pif, paf) nawet nie był szalony po prostu był wściekły Dobra kobieta Z Kosiarką Na Ramieniu - Połamane żebra, uszczerbek na psychice, seria bolesnych zastrzyków. Kot – pozszywany, zdrowy, bez skóry na karku, oczywiście już po przejściach. Z przykrością muszę wyznać, że ta historia choć nieprawdopodobnie niedorzeczna wydarzyła się naprawdę… 2004-06-23 00:56:12 skomentuj (0) ??? ODPAD - wszystko co nieprzydatne w danym miejscu i czasie. To i wiele innych przydatnych terminów, jakich nauczyłem się na dzisiejszy egzamin. /zgrozo o zgrozo człowieku co robisz???/ 2004-06-23 00:01:35 skomentuj (0) |